poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 3 Wizyta Ani i Kowala


Dzisiaj około 8 wieczorem, wyglądam przez okno, a tu na moim podwórku Kowal drąca się do Ani:
-A wiesz chociaż, która klatka?!
-Ta- pokazała palcem Ania na przeciwną klatkę- nie ta! – już miała krzyczeć jeszcze inną jak ja wyjrzałam przez okno a wzrok dziewczyn zatrzymał się na mnie.
- O Sandrzaaa! – wykrzyczała Ania. Ja odpowiedziałam pytająco donośnym głosem
– Ania? 
Kowal zaczęła do mnie krzyczeć, żebym do nich zeszła. Dobra biegnę do taty, pytam się czy mogę wyjść na dwór, on jak zawsze podstawowe pytanie kto jest, bo jakby np. Pączek po mnie przyszedł to pewnie z domu bym nie wyszła.. No, ale koniec o Pączku, bo Pączek mało ważny. Szybko założyłam moje czarne shooxy i zbiegłam na dół. No i teraz zaczęła się jazda. Miały na rękach gumowe rękawiczki jako nowy krzyk mody. Zaczęły obrywać z nich kawałki gumy i były to co raz to nowe pomysły modowe. Potem zrobiłyśmy sobie z nich bransoletki. Dziewczyny powiedziały mi, że wciągały proszki z żabki.   Ja zaczęłam mówić Ance, że zozole są lepsze, a ona przyznała mi rację. Po jakimś czasie śmiania się i wygłupiania Kowal zabrała mi kluczę i zaczęła się nimi ciąć, a porąbana Ania wyciągnęła z kieszeni patyczek do uszu i przejeżdżała nim po ręce udając, że to coś ostrego. Po paru minutach Kowal dała Ani jeden klucz i jak psychicznie chore po prostu cięły się. Ja co chwilę śmiałam się z nich jak również psychiczna. Kowal, niestety, zepsuła odrobinę mój kapselek od tymbarka, który miałam przy kluczach, przekręciła jego metalowy brzeg i lekko przejechała sobie po ręce. Przez sekundę nic nie robiła, bo ją nie bolało, ale zaczęła jej lecieć krew, a my z Anką w śmiech, nawet nie wiecie jak Kowal przekomicznie wyglądała trzymając się za tą rękę i tłumacząc się, że przecież to było tak lekko. Następnie dziewczyny poleciały jak najszybciej do żabki po proszki, o których już wcześniej wspomniałam. Ja stałam przy drzwiach od bramy czekając na nie, żeby im te drzwi otworzyć jak będą wracać. Wbiegły na podwórko usiadły na schodach przed klatką. Ja szłam do nich normalnym krokiem, a tu przede mną Kowal cała czerwona coś do mnie papla, żebym dała jej wody. Ja takie: „Co? Nie ogarniam”. Ona pobiegła przed siebie, rzuciła co miała w ręce i wbiegła do sklepu naprzeciwko. My z Anką stoimy i takie „What the fuck?”. Mówię do Ani: „Nie ogarniam… Usłyszałam tylko „Daj mi wody”” Za chwilę wraca Kowal z wodą wylajtowana i do nas takie coś „Ja się dusiłam” My w taki śmiech i Anka mówi:
- Ty takie coś do Sandrzy „Daj mi wody”
- No, bo ja się dusiłam, cukierek mi stanął w gardle – odpowiedziała Kowal. A  Ania na to – Stanął Ci? – i znów w śmiech.  Kowal zaczęła nas lać wodą. Anka wyglądała jakby się posikała. Ciągle gadała mokro mi. :D Po kilkunastu minutach jacyś sąsiedzi wyszli na podwórko i je oglądali i gadali ze sobą. Jeden powiedział, że ma szesnastoletniego syna i poprosi go, żeby tu przyszedł, bo się mu strasznie nudzi. Anka palnęła, że też mamy po szesnaście lat. Usiadłyśmy na ziemi tam gdzie jeszcze było sucho i czekałyśmy na tego gościa. Siedziałyśmy i gadałyśmy. Stwierdziłyśmy, że i tak nie przyjdzie, a Kowal zaczęła płakać, że nie pozna swojego męża, że nie będzie już nigdy miała męża. Minęło trochę czasu już po 21. Stary sąsiad o imieniu Maciek :D zaczął nam gadać, żebyśmy nie siedziały na ziemi, bo jakiś hemoroidów i raka dupy dostaniemy. Gadał coś o mojej kochanej Martynce, że bluźni i coś o mojej siostrzyce Klaudii i o swoim synu Patryku. OMG on coś gadał a my ciągle w śmiech. Kowal ciągle coś odpowiadała, a my ciągle w śmiech. Kowal zaczęła mu się tłumaczyć, że przecież ona całe, życie na betonie siedzi, bo w domu ma wszystko z betonu, a on znów to samo. Dobra wstałyśmy i usiadłyśmy na betonowych schodach. Ten gościu w końcu sobie poszedł jak i również my rozeszłyśmy się do domów. Ten wieczór można zaliczyć do udanych.
______________________________________________________________________
Ten rozdział dedykuje Kowalowi i oczywiście Ani mojej kochanej. W końcu rozdział wyszedł długi. Miałam zamiar napisać ten rozdział o zupełnie czymś innym, co na pewno nie było by aż tak ciekawe jak to. Jeśli nic ciekawego się nie wydarzy do następnego rozdziału to napiszę o tym o czym miałam zamiar napisać, a co to nie powiem :P. Pamiętajcie o blogu Sabiny zycieprzygoda.blogspot.com . Nie długo przyjedzie Młot… Muszę się zebrać do tego zerwania, bo jak na razie nie wiem co mu powiem, ale 20 lipca trzymajcie za mnie kciuki. A bym zapomniała od 21 lipca do 1 sierpnia mnie nie będzie i nie dodam następnych rozdziałów, bo raczej nie będę miała czasu ani ich pisać, ani chęci pisania na tablecie, ponieważ nie wygodnie. To do nn. Pa pa. Wasza Sandrza

2 komentarze:

  1. Hahaha.. Kiedy to czytałam to, aż się wzruszyłam ♥
    Ten Wieczór rzeczywiście był udany.
    Opisałaś takie byle co.. tak pięknie. :) ~Ania

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy